Biegnij Warszawo czyli rekord pobity

Komentarze (39) | 13.10.2013
Witam
Tydzień po Biegu na piątkę czyli 6 października odbył się w "Biegnij Warszawo" na którym również mnie nie zabrakło. Tym razem dystans był dwa razy dłuższy czyli 10 km. Mój cel ? pokonać go w niecałą godzinę :)
Na miejsce dotarłam dzień wcześniej, tym razem sama, po nocy w hotelu udałam się na miejsce około 11:00





Start o godzinie 12 był taki akurat, miałam czas się wyspać i nie musiałam tak bardzo spieszyć się rano jak to było tydzień wcześniej. Pogoda była wyjątkowo ładna, nieoczekiwanie zrobiło się ciepło i słonecznie, a już przygotowałam się na niższą temperaturę. W ostatniej chwili przy szatni zmieniłam bluzę na koszulkę - i dobrze ! bo na trasie zrobiło się gorąco.


Na miejscu miałam problem ze znalezieniem co gdzie jest. Było bardzo dużo ludzi więc szybko zrezygnowałam z szukania kogokolwiek i po oddaniu rzeczy do szatni ustawiłam się na starcie. Dopiero po biegu odnalazłam kogoś znajomego. Przed biegiem jeszcze łudziłam się że znajdę jakąś darmową wodę, niestety mino dużych stoisk Nałęczowianki nie było nic. Na szczęście jedna pani powiedziała mi że po 5 kilometrze będzie można się napić.





Najbardziej wątpiłam w siebie na samym starcie, już przed pierwszym kilometrem musiałam już robić przerwę na zasznurowanie buta. Jednak z każdym kolejnym czułam się coraz lepiej. Bieganie w tłumie dodało mi sił, z czasem zaczęłam wyprzedzać kolejne osoby. Po 5 kilometrze faktycznie było stoisko z wodą ale wyglądało to tak że trzeba było stanąć w kolejce znaleźć kubek i nabrać sobie nim wody z wiadra. Wypiłam zdecydowanie za mało, i ktoś mnie oblał. Chwilę później pędziłam dalej. Nie wiem jak przebiegała trasa ale w oddali widziałam pałac Kultury. Gdy w słuchawkach usłyszałam że zostały jeszcze dwa kilometry przyśpieszyłam. Jak najszybciej chciałam odpocząć, nie utrzymałam tempa do końca ale i tak jestem z siebie zadowolona. Tym jednym biegiem pobiłam swoje wszystkie rekordy w Endomondo.



Obecne rekordy życiowe:

Po pokonaniu mety był duży tłok. Sama byłam zmęczona i spragniona ale wodę rozdawali dopiero za medalami. Do których przepchałam się dopiero po 15 min od ukończenia biegu. W pewnym momencie myślałam że rzucę się na panią która piła coś obok mnie. Myślę że akurat rozdawanie medalów i wody mogło iść trochę sprawniej. Więcej zastrzeżeń nie mam. Mimo takiej ilości osób panowała bardzo ale to bardzo pozytywna atmosfera. Po odebraniu medalu porozciągałam się trochę w rytm muzyki dochodzącej ze sceny, porobiłam zdjęcia ze Spartanami, zwiedziłam stadion Legii i udałam się w stronę hotelu gdzie miałam walizkę. 





Już chwilę po 15:00 byłam czekałam na swój pociąg do Krakowa na Warszawie centralnej. Niestety ktoś ukradł mi portfel ze wszystkimi dokumentami, pieniędzmi i biletem. Cudem udało mi się uniknąć płacenia kary w pociągu. Dzień później okazało się że pani sprzątająca pociągi znalazła go w koszu na śmieci w Łodzi. Jeszcze nie trafił w moje ręce ale mam nadzieje że szybko go dostanę. Uważajcie na złodziei w takich miejscach. Gdy nadjechał pociąg wyciągnęłam portfel by sprawdzić na bilecie który mam wagon. Chwilę później już go nie miałam. Zorientowałam się dopiero gdy konduktor poprosił o bilet. 
Pozdrawiam